"Szkoła nie jest dla biednych" Te słowa usłyszał Julio od dyrektora szkoły, który odesłał go do domu, aby poszukać tego, co niezbędne do życia.
Julio chodzi do średniej szkoły w mieście. Jest adoptowany, a więc miał szczęście, że został zapisany do szkoły.
Ale jest to jeden z tych przypadków, kiedy nie wystarczy zapisać do szkoły.
Przez kilka miesięcy schudł o wiele kg. Mieszkał na stancji, gdzie dostał pokój wyposażony w ściany, drzwi, okno i podłogę. Podłoga służyła do spania. Dyrektor, który zdał sobie sprawę, że warunki życia Julio są tragiczne, odesłał go do domu, do rodziców, żeby znalazł chociaż coś, co może położyć na ziemi, przed położeniem się spać.. Nie mówiąc o jedzeniu.. Julio dorabia wieczorami, żeby nawet jeśli idzie głodny do szkoły, przynajmniej mógł coś zjeść wieczorem po szkole i po pracy.
Zwykła Adopcja Serca, którą prowadzimy, rozwiązuje mnóstwo problemów.
Jednak życie przynosi sytuacje, które trudno jest objąć regularną pomocą.
Mamy więcej takich Julio. To, co motywuje do pomocy, to ich praca, zaangażowanie i entuzjazm. Czy uda im się skutecznie pomóc ? Życie pokaże..
Dziękuję tym wszystkim, dzięki którym mogę nie tylko zapisać dzieci do szkoły, ale wspierać je konkretnie w razie potrzeby...
Przeprowadzka Już od dawna chodziła mi po głowie grupka ośmiorga dzieci z jednej z wiosek. Co niedziela chodzą pieszo do Doumé (ok 9-10km) z tobołkami na głowie. Tu mieszkają w ciągu tygodnia i chodzą do szkoły. Mieszkają tam, gdzie się da, czasem u jakiejś rodziny, ostatnio mieszkali w pustym mieszkaniu na skraju Doumé. Najstarsza z nich po powrocie ze szkoły gotuje.
Wczoraj przyszły na początek nowego trymestru. Okazało się, że nie ma klucza od mieszkania.. i w ogóle boją się już tam mieszkać same. Dałem im na jedną noc salkę, gdzie się przespały, po czym poszły do szkoły.
A dzisiaj udało mi się znaleźć stare mieszkanie (przepraszam: ruderę do rozbiórki). Kiedy im je pokazałem, były szczęśliwe. Przeprowadzka nie trwała długo, cały dobytek zmieścił im się na głowach. Dołożyłem tylko materace gąbkowe, aby je położyć na podłodze.
Czy będą tam mieszkać długo? Zobaczymy.
Ich cygańskie życie skutkuje niestety nie najlepszymi ocenami. Co zrobić? Najważniejsze, że są w szkole, a nie na ulicy.
Aha, zapomniałbym. Przedstawiłem ich problem sąsiednim rodzinom w domach nauczycielskich. Jedna z nauczycielek bez wahania zaproponowała zamieszkanie u niej dwójce dzieci. Kiedy wyraziłem zaskoczenie i radość, spotkało się to ze zdziwieniem: "przecież jesteśmy chrześcijanami, trzeba sobie pomagać".
Pozdrowienia z misji dla chrześcijańskich krajów !
Tak poznałem Fanny... W wigilię po raz kolejny zgromadziliśmy "nasze skarby", czyli najbiedniejszych starszych ludzi, aby dać im chwilę radości.
W pewnej chwili wśród obecnych dostrzegłem młodą kobietę z dzieckiem. Z daleka wydawało mi się, dziecko ma kilka lat. Dopiero z bliska okazało się, że jest to 12-letnia niepełnosprawna, karzełkowata dziewczynka z kilkoma schorzeniami. Nie znałem jej wcześniej. Zapytałem skąd są. Mama podała nazwę wioski, która znajduje się w sąsiedniej parafii.
Otóż ich proboszcz zaprosił ich na święta do parafii, ale ponieważ parafia istnieje od niedawna, najprawdopodobniej przez pomyłkę trafiły do nas.
Właściwie nie spotyka się tu tak chorych dzieci. Niektórzy mówią, że są pozostawiane przez rodziców i...
Z podziwem patrzyłem na tę młodą matkę. Ojciec porzucił ich, kiedy zobaczył chore dziecko. Ona zaś zajmuje się dzieckiem sama. Kiedy idzie na pole, przywiązuje Fanny do pleców chustą, jak to się robi z niemowlętami...
Przez całe spotkanie nie usłyszałem ani jednego słowa wystraszonego dziecka. Prawdopodobnie rzadko kiedy widuje ludzi. Nie chodzi do szkoły.
Jedyne słowo "merci" okraszone pięknym uśmiechem usłyszałem, kiedy Fanny zobaczyła w moich rękach lalkę, która przybyła z paczce z Polski...
Wesołych Świąt!
Idą święta I jak to na święta bywa, robi się zimno. Dziś rano temperatura spadła do 17 stopni. Brr. Założyłem koszulę z długim rękawem.
Święta poznajemy też po wymyślnych fryzurach u dzieci i po nowych ubrankach. Święta bez nowego ubranka, i bez czegoś więcej na talerzu, niż codzienne liście maniokowe, to święta stracone. W tych dniach spotykamy dzieci radosne (te, które wiedzą, że coś zjedzą na święta, i że będzie nowe ubranko) i te smutne, które będą się wstydzić, że nie mają nic nowego. (Tu małe wyjaśnienie - nowe, to niekoniecznie nowe ze sklepu - wystarczy nowe z targu, czyli stare odnowione).
Dziś przyszła do mnie Melissa. Ma 16 lat. Mama wyjechała na północ Kamerunu. Nie wiadomo, kiedy wróci. Nie ma kontaktu.. Melissa chodzi do szkoly a po szkole jest mamą swoich młodszych siostr. Przyszła dzisiaj zmartwiona, że jej młodsza siostra będzie smutna. Ona sama nic sobie z tego nie robi, ewentualnie chciałaby nowe japonki, bo stare popękały. Ważne, żeby młodsza siostra była szczęśliwa.
Bo przecież Boże Narodzenie to święto dzieci. A 16 lat, to już poważny wiek..
Wesołych Świąt
O leczeniu świeczką Zacząłem dziś przedświąteczne wizyty u chorych. Odwiedziłem m.in. dosyć młodą kobietę, której wcześniej nie znałem. Okazało się, że przywieziono ją z miasta, gdzie do niedawna mieszkała. Już pierwsze spojrzenie zrodziło podejrzenie o Aids.
Ale cóż, w jej przekonaniu została otruta "trucizną mistyczną". Czyli nie wiadomo czym.. Prześwietlenie wykazało plamki na płucach. Ale dla niej "trucizna mistyczna" jest o wiele bardziej realna niż prześwietlenie.
Zauważyłem, że na kolanach miała dziwne plamki. Chyba wstydziła się mówić o tym po francusku "bo i tak bym nie zrozumiał"... A w swoim języku zdradziła, że to owoc wizyty u "znachora", który przypalał jej kolano świeczką, żeby zaczęła chodzić..
Z lektur szkolnych przypomniała mi się Anielka...
PS. Dziwić się temu? Nie dziwić? Kiedy idą do "normalnego" szpitala, często niewykwalifikowana kadra daje im leki, które ma pod ręką, albo za sprzedaż których ma jakiś interes... Brak ubezpieczenia, dziesiątki czy setki złotych przy każdej wizycie u lekarza skutecznie napędza koniunkturę "uzdrawiaczom".
Jedzenie przylatuje samo
Od jakiegoś czasu przejeżdżając przez miasteczka i wioski, gdzie dochodzi elektryczność, można dostrzec świecące świetlówki... na zewnątrz domów.
Jest to czas, kiedy - ku uciesze wszystkich - zlatują się po zmroku do światła przemiłe stworzenia, nazywane tutaj skarabeuszami, albo w miejscowym języku nkola.
Wystarczy bowiem wyjść przed dom z naczyniem, i zbierać świeżo przybyłą... proteinę.
Rok temu skosztowałem i ja. W tym roku nie wiem, czy zabrakło mi okazji, czy może nie byłem głodny...
Zapraszamy do galerii:
PLN
EUR
USD
>
Czy wiesz że....
...Czy wiesz, że Polska mogła mieć kolonię w Kamerunie?
Zalazek polskiej kolonii w Kamerunie powstał w 1882 roku za sprawš polskiego podroznika i badacza Afryki, Stefana Szolca-Rogozińskiego.
Spedzil on w Afryce ponad dwa lata.
W 1884 r. otrzymał od tamtejszych klanów ziemię i założył polska kolonię,
która miała powierzchnię zaledwie 30 kilometrów kwadratowych.
Niestety kilka miesięcy pózniej, przybyli na te tereny Niemcy i Anglicy.
Niemcy zaczęli w ekspresowym tempie podpisywać z tubylcami +traktaty+ i przejmować ich ziemię.
Rogoziński oddal polskš kolonię pod protektorat brytyjski.
Powrócil do kraju, przekazujšc kolekcje etnograficzne muzeum krakowskiemu,
a antropologiczne Akademii Umiejętnosci w Warszawie.
W 1885 r.zginał w Paryżu pod kołami omnibusa.
Jesli masz propozycję, sugestię, zapytanie itp. napisz poniżej...
Napisz swój adres email, jesli chcesz otrzymywać najnowsze informacje...