17-01-2012 04:59 Ładowarka Jak 21 wiek, to 21 wiek. Komórki dotarły pod strzechy (dosłownie). Rano i wieczorem da się złapać szczątkowy zasięg sieci Orange * Co z tego, skoro prąd pod strzechy jeszcze nie dotarł. Każdy korzysta więc z każdej okazji, by podładować swoją +oryginalną+ Nokię kupioną za co najwyżej 50zł. Nieliczni, którzy mają agregaty (2-3 osoby), korzystają pobierając opłaty za doładowanie (w przeliczeniu ok. 1,50zł).
Postanowiliśmy więc wyjść naprzeciw zapotrzebowaniom i zrobiliśmy miejsce do ładowania telefonów, wycinając, jak widać, otwór w jednej z desek mojej plebanii i instalując tam gniazdko zasilane z akumulatora 24/24h. Każdy może zostawić telefon i nawet zamknąć +bankom... hmm... +ładowomat+ własną kłódką, żeby telefon nie zmienił właściciela. Można też wesprzeć inicjatywę dowolnym datkiem, co, jak się okazuje, nie rodzi szczególnych oporów.
W pierwszym tygodniu od instalacji, +ładowarka+ cieszyła się dużym zainteresowaniem.
Może straci ona rację bytu za kilka miesięcy, kiedy, jak wieść niesie, zostaniemy podłączeni do prądu (sic!) - oczywiście jeśli inwestycja zostanie doprowadzona do końca, co nie jest nigdy pewne.
Choć, nawet jeśli doprowadzą prąd, minie jeszcze dużo czasu, zanim większość się do niego podłączy....
* ciekawostką jest fakt, że smsy z Orange Polska do Orange Cameroun nie dochodzą....
3-01-2012 16:13 Noworocznie To nieładnie, że w okresie świątecznym nawet się nie odezwałem. Ale co zrobić...
Gdzieś czytałem, że dostęp do internetu ma, czy powinien być, wliczony do podstawowych praw człowieka.
No to u nas w buszu jest jeszcze z tymi prawami krucho. Na dodatek jestem jedynym w promieniu przynajmniej kildziesięciu kilometrów, któremu w ogóle na tym prawie zależy.
Tak czy inaczej u nas Pan Jezus też się narodził, tylko że jest mu smutno, bo został pozostawiony sam sobie - jako, że nie mam innych figurek do szopki. (Jest to zresztą dosyć symboliczne bo tutaj też dzieci od maleńkości muszą sobie radzić)
Rok temu miałem figurki z bambusa zrobione przez miejscową złotą rączkę, ale w tym roku rączka wyjechała.
A na zdjęciu : szopka, chyba jedyna, jaką znów w szerokim promieniu widziałem, z...tak...figurkami. Zostawionymi, jak przypuszczam, przez któregoś z misjonarzy parę dziesiątek lat temu.
Lokalna jest podstawa z patyków, siano i workowy dach.
Może tutaj mały Jezus czuje się naprawdę jak w Betlejem...?
18-12-2011 21:06 Wreszcie !A ja znowu o wodzie. Tym razem tej płynącej (wreszcie, pod ciśnieniem!) z kranu. Albo może lepiej - ze ściany. Dlaczego lepiej?
Ludzie opowiadali, że krążyły kiedyś takie proroctwa, że przyjdą czasy, kiedy woda będzie płynąć ze ściany.
I kiedy przychodzą ci z odległych wiosek, i widzą wodę lejącą się ze ściany, mają chyba poczucie, że nadeszły czasy mesjańskie...
Co prawda na razie woda płynie tylko ze ścian mojej chatki, a żeby popłynęła w domach na wsiach trzeba nieco czasu..choć projekty rodzą się już w głowie...
Wreszcie nasza skromna, ale jednak, ale własna - wieża ciśnień - stanęła na swojej jednej nodze.
I wreszcie wody wystarcza na trochę dłużej.
I wreszcie możemy pomóc ludziom dostarczając im wodę do picia.
Pyszną zresztą wodę.
Może ja za często o tej wodzie... ale przecież woda to życie.
Myślę, że można wreszcie będzie pisać o innych sprawach, bo wodę już mamy.
Tzn mam nadzieję, że agregat pompujący wodę będzie się jednak trochę rzadziej psuł, bo inaczej znowu będzie o wodzie...
7-12-2011 14:01 Na pirodzeRaczej nieczęsto zdarzają mi się takie przygody, jak tej niedzieli. Postanowiłem wreszcie namówić ludzi z jednej z wiosek, żeby mi pokazali rzekę. Dla nich rzeka to pralnia, żywicielka...Nie przychodzi się tu +po nic+.
A ja się chciałem tylko przejechać pirogą, żeby zobaczyć zakamarki dzikiej tropikalnej rzeki.
I udało się. Piroga była zaklejona gliną; po jakimś czasie zatrzymaliśmy się, by wypompować wodę.
Mój szofer bardzo to przeżywał. W końcu byłem pierwszym białym, którego przewiózł. Chłopaki, którzy nam towarzyszyli też w którymś momencie z tego wszystkiego znaleźli się w wodzie.
Ale było miło.
Przypomniało mi się, jak już jakiś czas temu ktoś mi powiedział, że my, biali, jesteśmy bardzo pomysłowi, jeśli chodzi o spędzanie wolnego czasu. I chyba coś w tym jest.
PS. Mamy plany, aby zrobić trasę turystyczną, bo rzeka jest piękna. Turystów tu wprawdzie jak na lekarstwo, ale od czasu do czasu ktos jednak do nas przyjedzie. Moze w ten sposob moi ludzie mogliby tez na siebie zapracowac?
A tu : proszę nie regulować ekranu. Ja naprawdę tak wyglądałem..
29-11-2011 17:16 Piękne południe ...czyli po francusku joli midi : taka właśnie, jak się dowiedziałem, jest nazwa drobnych kwiatków, jakie niedawno wysypały się na moim podwórku.
Dlaczego południe? Bo kwiatki kwitną tylko w ciągu dnia, a szczególnego koloru, którego zdjęcie niestety nie oddaje, nabierają właśnie w południe.
Zdjęcie wygląda wręcz na +przepalone+ od blasku, jaki dają piękne południa.
16-11-2011 20:23 Korniszony Czego najbardziej brakuje na obczyżnie? Tego się tylko dowie, kto wyjechał z kraju i kto nie ma polskich sklepów w pobliżu.
Jest cały zestaw rzeczy, bez których życie jest - może nie niemożliwe, ale na pewno nie tak piękne.
Do niedawna właściwie były tylko 2 produkty polskie dostępne w Kameruńskich (a raczej kolonialnych) sklepach: Żubrówka i Wyborowa. Potem asortyment się poszerzył o Wyborową jabłkową i jakąś tam jeszcze. (no comment)
Podobno ktoś gdzieś jeszcze widział krówki. Ja nie miałem tego szczęścia.
Natomiast miałem szczęście zakupić kilka słoików korniszonów, jak widać na obrazku z firmy Rolnik. (Mam nadzieję, że ten wpis nie zostanie potraktowany jako krypto-reklama).
Nie będę tutaj wnikał, która nazwa powstała wcześniej: korniszony czy cornichons...
Jedno jest pewne: próbowałem różnych francuskich wynalazków i tylko jeden dało się jako tako strawić.
Na szczęście są w okolicach polskie siostry, które mają tę przedziwną właściwość, że zbierają po misjach puste słoiki, a za jakiś czas zwracają je pełne.
Pełne i pyszne ma się rozumieć.
Nawet ja ostatnio sobie podchrupuję pierwsze własne ogórki z ogródka, który założyłem po przyjeździe z urlopu.
Ale na dobre własne korniszony nie mam jeszcze przepisu...
...Czy wiesz, że Polska mogła mieć kolonię w Kamerunie?
Zalazek polskiej kolonii w Kamerunie powstał w 1882 roku za sprawš polskiego podroznika i badacza Afryki, Stefana Szolca-Rogozińskiego.
Spedzil on w Afryce ponad dwa lata.
W 1884 r. otrzymał od tamtejszych klanów ziemię i założył polska kolonię,
która miała powierzchnię zaledwie 30 kilometrów kwadratowych.
Niestety kilka miesięcy pózniej, przybyli na te tereny Niemcy i Anglicy.
Niemcy zaczęli w ekspresowym tempie podpisywać z tubylcami +traktaty+ i przejmować ich ziemię.
Rogoziński oddal polskš kolonię pod protektorat brytyjski.
Powrócil do kraju, przekazujšc kolekcje etnograficzne muzeum krakowskiemu,
a antropologiczne Akademii Umiejętnosci w Warszawie.
W 1885 r.zginał w Paryżu pod kołami omnibusa.
Jesli masz propozycję, sugestię, zapytanie itp. napisz poniżej...
Napisz swój adres email, jesli chcesz otrzymywać najnowsze informacje...